Jak w tytule, po ponad pięciu latach wybrałem się na Wołowiec. Wrzesień to dobra pora na tatrzańskie wędrówki... jesień już się rozlewa w kolorach zboczach. Miałem pewne obawy co do tego pomysłu, ponad 5 lat nie chodzenia po Tatrach to: po pierwsze brak kondycji, a po drugie co rok jestem starszy i drobne problemy zdrowotne na pewno wpłyną na moje osiągi. Prognoza pogody nie była aż tak zła, a chmury jesienią w górach potrafią dać spektakl który długo się pamięta.
Plan był prosty , na początku wejść na Grzesia i ocenić czy dam radę iść na Rakoń, a tu zdecydować czy będę wstanie podejść na Wołowiec. Plan prosty z wykonaniem mogło być różnie. Generalnie dałem radę i nie było tak tragicznie jak zakładałem, tylko 1 godzinkę dłużej mi to zajęło jak bywało do tej pory ...jest moc, jest siła to będzie następny wypad w Tatry.
Ranek był z lekka deszczowy coś tam pokropiło, ale im bliżej końca Doliny Chochołowskiej to było tylko lepiej, nawet te nisko zawieszone chmury dawały nadzieję na dobry klimat...
Trochę zdjęć z tego niedzielnego dnia, troszkę więcej niż zazwyczaj daję tu, ależ to było takie radosne naciskanie spustu migawki.