niedziela, 13 września 2026

Wzdłuż Wisły lecz na piechotę- inny widok niż ze ścieżki rowerowej

       Korzystając z ostatniego dnia ciepła w zeszłym tygodniu, wybrałem się do Mętkowa to takie sołectwo nad Wisłą, a w sezonie jeżdżę rowerem po wałach wiślanych, na których jest  ścieżka  rowerowa. Nie było by nic ciekawego, gdyby widok z ścieżki nie był interesujący. Wysokość wału oraz widok z perspektywą, która nakłada się jak kolejne plany wzbudzała od dawna moje zainteresowanie. Pierwszy pomysł, aby choć krótki odcinek przejść na piechotę drogą polną pomiędzy tymi polami- nie są one tak malownicze jak inne rejony. ale tu mam jakąś namiastkę czego? sam nie wiem. Jak sobie pomyślałem tak zrobiłem- trochę bez planu, lekko chaotycznie bo nie wiedziałem co zastane od czego , od którego miejsca zacząć i czy w danym będę miał jakiś konkretny pomysł,  również godzina bliska 12 w  południe na pewno nie sprzyjała, ze względu na nie ciekawe światło. Mimo to uważam, że warto tam wrócić pod koniec września lub z początkiem października, powinno być  kolorów moc, a porą z ranną lub późnym popołudniem gdy cienie są długie.

Tak to wyglądało we wtorek...
























sobota, 12 września 2026

Wrzesniowy Wołowiec -powrót do panoram

      Kiedyś dawno temu podczas każdej wędrówki starałem się zrobić jakieś panoramy , większość wykonana była w zamian za szeroki kąt którego nie posiadam tylko standardowe 18 mm.  z tej wyprawy również mam kilka  może nie górnolotnych lecz forma archiwalna, gdyż nigdy nie jest tak samo, mam na myśli warunki zastane.


Kilka przykładów..





















piątek, 11 września 2026

Wrześniowy Wołowiec - po latach

         Jak w tytule, po ponad pięciu latach wybrałem się na Wołowiec. Wrzesień to dobra pora na tatrzańskie wędrówki... jesień już się rozlewa w kolorach zboczach. Miałem pewne obawy co do tego pomysłu, ponad 5 lat nie chodzenia po Tatrach to: po pierwsze brak kondycji, a po drugie co rok jestem starszy i drobne problemy zdrowotne na pewno wpłyną na moje osiągi. Prognoza pogody nie była aż tak zła, a chmury jesienią w górach potrafią dać spektakl który długo się pamięta. 

Plan był prosty , na początku wejść na Grzesia i ocenić czy dam radę iść na Rakoń, a tu zdecydować czy będę wstanie podejść na Wołowiec. Plan prosty z wykonaniem mogło być różnie. Generalnie dałem radę i nie było tak tragicznie jak zakładałem, tylko 1 godzinkę dłużej mi to zajęło jak bywało do tej pory ...jest moc, jest siła to będzie następny wypad w Tatry.

Ranek był z lekka deszczowy coś tam pokropiło, ale im bliżej końca Doliny Chochołowskiej to było tylko lepiej, nawet te nisko zawieszone chmury dawały nadzieję na dobry klimat...


Trochę zdjęć z tego niedzielnego dnia, troszkę więcej niż zazwyczaj daję tu, ależ to było takie radosne naciskanie spustu migawki.