Jak w tytule, to był mój pierwszy raz gdy w końcu udało się zaglądnąć do Pienin w październiku, Zawsze było cos ważniejszego lub pogoda skutecznie niweczyła plany przyjazdu. Widziałem sporo fajnych kadrów jesiennych Pienin i ja również chciałem to zobaczyć. Nadażyła się okazja oraz pogoda życzliwym okiem spojrzała w mą stronę, a zatem skorzystałem i co? ...było małe wow i wiele zachwytów. Trasę rozpocząłem z zatoczki parkingowej zaraz za mostem w stronę Szczawnicy gdzie również był wjazd na ścieżkę rowerową bo wybrałem się tam na rowerze. Trasa banalna Z Króścienka ścieżką rowerową wzdłuż Dunajca aż do Sromwce na kładkę i z powrotem.
Początek wycieczki wyglądał z lekka przytłaczający, nisko wisząca mgła zakrywała to ciekawsze było... ale jak w takich bajkach bywa za dotknięciem magicznej różczki mgła zaczęła ustępować, a przebijające się słońce odgrywało swój spektakl. Widok na Sokolice i tę małą sosenkę z dołu, ktorej poprostu nie widać, a mój obiektyw niestety tu był zasłaby, ale coś tam można odostrzeć.
Chyba największym zaskoczeniem był tłok na tej drodze, skutecznie zniechęcał do zatrzymywania się w ciekawych miejscach, a te na postój wyznaczone raczej mało atrakcyjnie widokowo. Pomimo tego wszystkiego byłem pod dużym wrażeniem tych barw. A popołudniu się okzało że słońce już się zmęczyło i za zasłonę chmur się skryło i z lekka było pozamiatane , po temacie. Te 4 godziny, które tam spędziłem były cudowne, a tak na zdjęciach je tu pokazałem. Już powstał nowy plan na przyszły rok aby być wyposażony w lepsze szkło i poświęcić więcej czasu, ale w tygodniu tylko w jaki dzień to jest dobre pytanie ... bo tam zawsze luda pełno.
Coś z tego dnia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz